
JEŚLI POTRZEBUJESZ WYJĄTKOWEJ WĘDKI CENISZ SOBIE SUBTELNE PIĘKNO SZUKASZ WYSOKIEJ JAKOŚCI TO TRAFIŁEŚ WE WŁAŚCIWY MIEJSCESKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ tel. 0 604 617 611 , e-mail. zdzislawczekala@gmail.com JESTEM DO TWOJEJ DYSPOZYCJI I ZBUDUJĘ TAKĄ WĘDKĘ DLA CIEBIEWE,DKI WYKONANE W MOJEJ PRACOWNI ZAPEWNIA, CI NIEZAPOMNIANY SUKCES I satysfakcjE,
...
łowię
pod samą „Skałą” gdzie rzeka przechodzi w dużą rozlaną
płań, podaję przynęty daleko prawie pod przeciwległy brzeg,
bardzo mały żagielek, delikatne spokojne sprowadzanie przynęt z
nurtem rzeki, w końcowej fazie lekko przytrzymuję zestaw pozwalając
przynętą wypłynąć w kierunku powierzchni. Trzy cztery rzuty i
krok w dół, łowienie staje się coraz trudniejsze, coraz mniej
miejsca za plecami, coraz trudniej wykonać daleki rzut, a wszystko
to przez lekko zwężające się koryto rzeki i przez drzewa rosnące
przy samej wodzie. Systematycznie bardzo powoli krok po kroku
obławiam maksymalnie dużą powierzchnię wody. Mija prawie godzina
łowienia i żadnego nawet leciutkiego brania, żadnego skubnięcia,
żadnego przytrzymania. W końcu Dochodzę do miejsca gdzie rzeka
rozlewa się szeroko, tworząc szerokie rozlewisko. Teraz mogę już
wykorzystać zalety mojej wędki i podać przynęty na maksymalną
odległość na jaką potrafię wykonać rzut. Dalej brak
jakiegokolwiek brania, od czasu do czasu zmieniam przynęty, próbuję
je prowadzić szybciej, wolniej lub lekko je podciągam, podaję je w
poprzek, do góry, skosem w dół i ciągle nic, nie pomagają żadne
sztuczki i sposoby. Po prawie trzech godzinach łowienia, mam już
serdecznie dość czas zmienić miejsce, technikę może w innym
miejscu ryby będą chciały zaatakować moją przynętę. Jeszcze
tylko jeden może dwa rzuty i czas na mnie. Wykonuję rzut pod kątem
około sześćdziesięciu stopni w dół rzeki, lekko przytrzymując
sprowadzam przynęty z nurtem prawie na samym końcu spływu
delikatne ledwo wyczuwalne stuknięcie, energicznie podnoszę wędkę,
napinając zestaw i ... jest, nareszcie jest, serce skacze mi do
gardła, znużenie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Na końcu wędki wyczuwam mocną dużą rybę, która nieśpiesznie
ale z niebywałą mocą wybiera mi kilka metrów linki i zatrzymuje
się gdzieś w toni rozległej bani, jestem pewien, że w końcu mam
na kiju głowacicę i to nie byle jaką. Z czuciem lecz stanowczo
próbuję oderwać ją od dna, za trzecim czy czwartym razem udaje
się, zaczynam „pompować” potworny ciężar, powoli odzyskując
na kołowrotek po kilka metrów linki, w tym momencie ryba podpływa
pod powierzchnię, przewala się z mocnym chlapnięciem burząc
spokojną dotychczas taflę wody, po czym z niebywałą siłą wraca
w głębię zabierając mi z powrotem ciężko wywalczone cenne metry
linki. Sytuacja powtarza się kilka razy, a upływające minuty zdają
się wiecznością. Za każdym razem „głowa” odpływa coraz
bliżej i bliżej, aż jej odjazdy praktycznie ustają, tylko teraz
na naprężonym maksymalnie zestawie krąży dookoła mojej osoby raz
z jednej raz z drugiej strony. Kilkakrotna próba podprowadzenia
ryby, na płytkiej wodzie, kończy się kilkumetrowymi gwałtownymi
odjazdami. Odnoszę wrażenie jakby głowacica bała się płycizny,
więc jeśli nie ona do mnie to może ja do niej, decyduję się
wejść głębiej do wody i jak się okazało jest to dobra decyzja,
po trzech czterech próbach udaje mi się podebrać kolosa do
podbieraka, dopiero teraz uświadamiam sobie z jak dużą głowacicą
miałem sprawę. Wieka radość, wielka satysfakcja i wielka duma,
dziewięćdziesiąt cztery centymetry, kilkadziesiąt minut
emocjonującej walki z moją największą i najpiękniejszą zdobyczą
na muchę. Lekko trzęsącymi się z emocji rękami uwalniam zmęczoną
głowacicę, ustawiam ją przodem do nurtu rzeki aby woda opływała
skrzela i przytrzymuję do momentu aż powoli sama odpłynęła kila
metrów w nurt rzeki by po chwili zniknąć całkowicie w odmętach
rzeki. ...
|
|